04 stycznia 2013

Torba do szpitala - wersja dla mam


Długo i w różnych miejscach czytałam o tym, co powinno znaleźć się w torbie do szpitala przyszłej mamy. W końcu dostałam od mojego lekarza listę ze szpitala, w którym miałam rodzić, a później spakowałam jeszcze intuicyjnie to, co uważałam za najbardziej potrzebne. A więc...


Po pierwsze podkłady higieniczne. Na rynku można znaleźć kilka rodzajów podkładów, jednak ja wybrałam te najbardziej popularne, czyli Bella Mamma. Miałam jeszcze paczkę podkładów BabyOno, jednak nie podpasowały mi za bardzo. Te z Belli wydawały mi się chłonniejsze i delikatniejsze. Ja zakupiłam 5 paczek, tak na zapas. W szpitalu zużyłam chyba 3. Jedną w domu na pierwsze noce po wyjściu ze szpitala. Jedna paczka została mi cała, nieodpakowana.
Miałam ze sobą także jedną paczkę podpasek, tych na noc. Przydały się na wyjście ze szpitala i pierwsze dni w domu.
Jeśli podkłady - to do nich oczywiście majteczki poporodowe. Wybrałam siatkowe, wielorazowe majteczki firmy Hartmann. Nie żałuję. Świetnie podtrzymywały podkład, mimo iż są dość rozciągliwe. Delikatnie przylegały do ciała, no i zmieścić się w te majtki nie było żadnego problemu :) Poza tym pozwalały oddychać ranie po cesarce. Majteczki można śmiało zapierać, jeśli się zbrudzą. Schną bardzo szybko. Pani leżąca obok mnie miała jednorazowe majtki poporodowe, z których nie była zadowolona. Nie są już tak rozciągliwe i mimo, że dobrała swój rozmiar, to miała trudności w ich założeniu. Były niewygodne.

Na ranę po cesarce nie stosowałam żadnych maści czy kremów. Po zdjęciu okładu, położne przemywały raz dziennie ranę wacikiem nasączonym spirytusem. Zakupiłam takie waciki i to samo robiłam w domu, póki rana w pełni się nie zagoiła. Nie miałam z nią żadnych problemów, nie sączyła się, ani nie ropiała. 

Jako, że rodziłam pierwszy raz, oczywiście nie pomyślałam o karmieniu i jego bolesnych "konsekwencjach". Początki były trudne. Brodawki były poranione i bolesne. Były położne, które wychodziły z założenia, że to tak ma być. Jednak jeden Anioł polecił mi maść Purelan. Smarowałam po każdym karmieniu i w wolnej chwili (np. gdy kąpano Maluszka). Do tego wietrzyłam piersi i z dnia na dzień było o wiele lepiej. Maści nie trzeba zmywać przed karmieniem, co jest ogromnym jej plusem :) Mogę ją polecić z całego serca!
Miałam też nakładki silikonowe, tzw. kapturki na piersi. Przydały się w tym trudnym okresie karmienia.
Higiena. Na te kilka dni w szpitalu w zupełności wystarczyły mi mini kosmetyki. Ich dodatkowym plusem jest to, że zajmują bardzo mało miejsca. Najlepiej sprawdziły się dla mnie:
- emulsja do higieny intymnej i mydło w płynie Biały Jeleń. Nie szczypią, są hipoalergiczne i mają delikatny zapach. Po wyjściu do domu kupiłam płyn do higieny z kory dębu, niestety większej wersji Białego Jelenia  nie umiałam znaleźć w sklepie.


- mini szampon - ja akurat wybrałam Syoss
- pasta i szczoteczka do zębów
- antybakteryjny żel do rąk- przydatny do szybkiej dezynfekcji rąk.
- krem do rąk - nie znoszę mieć suchych dłoni...
- chusteczki do higieny intymnej
- szczotka i gumka do włosów
- ręczniki - mały i duży (najlepiej ciemne); do tego malutki ręczniczek do twarzy. O ile w momencie "puszczania" znieczulenia było mi okrutnie zimno, o tyle później zrobiło mi się strasznie gorąco, dlatego mały ręczniczek był niezbędny do ocierania twarzy. Miałam także chusteczki odświeżające.

Koszula. Zakupiłam najzwyklejsze koszule z odpinanymi po obu stronach guziczkami - dla lepszego komfortu karmienia obiema piersiami. Te odpinane na środku wydawały mi się mało wygodne i takie... mało intymne. Miałam 2 koszule, jednak leżąc w szpitalu 6 dni stwierdziłam, że przydałaby się jeszcze jedna, tak by nie trzeba było prać na hurra jednej, by za chwilę znów ją założyć. Do porodu naturalnego warto mieć koszulę, której nie będzie szkoda zniszczyć, może to być także zwykły, większy t-shirt.
Miałam ze sobą szlafrok, ale przydał mi się chyba tylko raz, gdy w sali było nieco chłodniej.
Kapcie i klapki pod prysznic. Ja miałam również grube skarpety. Jestem zmarzluch i bez nich ani rusz.
Biustonosz do karmienia i wkładki laktacyjne. Najlepiej sprawdził się zwykły, bezszwowy biustonosz z odpinaną (na klik) miseczką.
Wkładek laktacyjnych w szpitalu miałam kilka z Tommee Tippee. Były dodane do zestawu butelek, które kupiłam. Postanowiłam, że spakuję te, a później pomyślę nad zakupem całej paczki. Muszę przyznać, że były świetne. Były duże i cienkie, ale chłonne. Bardzo dyskretne - nie odznaczały się pod biustonoszem, tzn. nie było widać, że są, nawet pod cieniutką bluzką. Niestety w lokalnych sklepach trudno je dostać, dlatego następne kupiłam z Johnson's Baby, z których już średnio byłam zadowolona.
Pozostałe rzeczy:
- kubek i sztućce - nawet jeśli w szpitalu dają, to wolę mieć swoje, bo w tempie natychmiastowym łapię opryszczki po szpitalnych sztućcach
woda mineralna - najlepiej w mniejszych butelkach i z dzióbkiem do picia
- chusteczki higieniczne lub ręczniczki jednorazowe
- telefon i ładowarka - ja wzięłam też słuchawki, ale nie użyłam ich ani razu, bo nie było kiedy nawet posłuchać muzyki :)
- KARTA CIĄŻY, WYNIKI BADAŃ I DOKUMENTY
- aparat fotograficzny/kamera - wg uznania. Ja robiłam zdjęcia telefonem komórkowym. Aparat przynosił tatuś :)
- drobne pieniążki na zakupy w sklepiku szpitalnym lub automacie z ciepłymi napojami
- coś do schrupania - ja mogłam zjeść kilka sucharków na drugi dzień, a później przydały się na wieczór, kiedy po kolacji (o godz. 17-18) zachciało się jeść :)
- Paracetamol i czopki glicerynowe - paracetamol miałam w razie potrzeby. Położne kręciły nosem, jak prosiło się o tabletki przeciwbólowe, a wiadomo, że po cesarce łatwo nie jest. Czopki dawali w szpitalu, ale były tak słabe, że prawie nie dawały żadnego efektu. Ja zakupiłam mocniejsze i  
 
Pamiętajmy, by ograniczyć się do minimum przy pakowaniu torby. Takie rzeczy, jak woda mineralna, podpaski, chusteczki czy wkładki laktacyjne zajmują najwięcej miejsca w torbie, a przecież zawsze może nam je ktoś donieść lub możemy kupić w sklepiku szpitalnym.

1 komentarz:

  1. Ja miałam dodatkowo pieluszki dla dziecka, duużo jedzenia gdyż porcje w szpitalu, w którym rodziłam były niewielkie oraz długopis (przydaje się do wypełniania ankiet). Ponadto na bieżąco mąż albo dowoził mi potrzebne rzeczy albo też zabierał to co już uznałam za niepotrzebne. Szlafrok również użyłam tylko raz gdy przed porodem wyszłam do szpitalnego "ogrodu", na oddziałach jest tak cieplutko, że taki jak mój - z froty się nie sprawdzał.

    OdpowiedzUsuń