27 lutego 2013

Smoczek - tak czy nie?

Na temat smoczków od samego początku miałam swoje zdanie - nie chciałam ich dla mojej Kruszyny. W ciąży profilaktycznie zakupiłam jednak dwa smoczki (w mniejszym i większym rozmiarze - niby ortodontyczne). Jak się potem okazało, już w szpitalu wciskali Małej smoczek do buzi, by uspokoić ją w nocy (pierwsze dwie noce spędzała na sali noworodków). Nawet to rozumiałam... Kruszyna miała jakąś małą namiastkę mnie i mojej piersi :) 
Kolejna próba zaprzyjaźnienia Kruszyny ze smoczkiem nastąpiła na wizycie położnej środowiskowej w domu, w tydzień po wyjściu ze szpitala. Miałam używać go do uspokajania Małej i oderwania jej od cyca, którego - zdaniem położnej - mała ssie za długo, za dużo i jest przekarmiona... Hm... a gdzie "karmienie na żądanie"? Jak się potem okazało na pierwszej wizycie pediatrycznej, Mała w niecałe cztery tygodnie od porodu nie wróciła nawet do swojej wagi urodzeniowej, była chudziutka, nóżki miała jak patyczki... Oj, zła byłam wtedy i to bardzo...
Od tej pory smoczek baaaardzo sporadycznie pojawiał się w buzi Kruszyny. Do uspokajania się nie nadawał, bo ilekroć Mała dostawała smoczek, płakała jeszcze bardziej. Kilka razy przydał się na spacerze w awaryjnych sytuacjach, ale to wszystko. Przy jej ogromnej potrzebie ssania, naprawdę wolałam dać jej pierś, niż zastępować ją smokiem.
Cieszę się bardzo, że Mała nie lubi smoczka. Ominął nas stres związany z jego odstawianiem. Nie oszukujmy się - dzieci uwielbiają ssać i często bardzo trudno im rozstać się ze swoim małym przyjacielem.
Moja Mała zasypia i bawi się bez smoczka. Jeśli płacze, to tylko z konkretnego powodu. Wystarczy zaspokoić jej potrzeby, przytulić lub zwyczajnie zająć jakąś zabawką. Naprawdę bez smoczka dziecko może funkcjonować i świetnie sobie bez niego radzić :)
Moje podsumowanie: NIC NA SIŁĘ!
 Jeśli dziecko bardziej się denerwuje, gdy próbujemy je uspokoić za pomocą smoczka; wypluwa go, po prostu go nie chce - nie ma sensu go wpychać na siłę do buzi. Nawet, jeśli wszyscy inni dookoła polecają to robić. To my znamy swoje dziecko najlepiej na świecie, wsłuchajmy się w nie i będziemy wiedziały co robić, kiedy jest mu źle.
Sporadyczne podawanie smoczka nie jest grzechem, ale nie nadużywajmy go. Smoczek to wygoda, która kusi nas - rodziców. Łatwiej dać nam smoczek maluchowi, niż próbować o własnych siłach go uspokoić. Jeśli dziecko ssie smoczek, najłatwiej będzie nam go odstawić ok. 5-6 miesiąca życia dziecka. Im maluch starszy, tym trudniej odzwyczaić go od smoka. 

Drogie Mamy, jakie jest Wasze podejście do smoczków? 

 
Polecam o smoczkach:

3 komentarze:

  1. jeszcze nie mam sprecyzowanego zdania, co do smoków, ale wiem na pewno, że nie chciałabym aby moje dziecko, które już chodzi i mówi miało w buzi smoczka. Więc jeśli smoczek to maksymalnie jak najkrócej. Miałam nawet taki przypadek w rodzinie, że kuzynka tak długo korzystała ze smoczka, że później jako nastolatka musiała wieczorem zakryć się kołdrą i ssać palca. MIała taki odruch, nad którym po prostu już nie panowała. Tym bardziej jeśli mamy spokojne dziecko a na siłę wciskamy mu smoka, a to jest nagminne, ta kuzynka niedawno urodziła dziecko i jak tylko odstawia go od piersi to wciska mu smoczek, mimo, że mały jest aniołkiem.

    OdpowiedzUsuń
  2. To, że słuchać należy głównie siebie i swojego instynktu w podejmowaniu decyzji popieram w 100%! Mnie też udzielano na początku wielu "złotych rad", które niestety zamiast pomagać tylko dezorientowały. Jeśli chodzi o smoczki - moja córka również nie chciała smoczka, nie uspakajał jej, wypluwała go od razu. Bywało, że chciała ssać i wtedy nie zabraniałam jej, jednak zdarzało się to rzadko. Także daliśmy sobie spokój z nim bardzo szybko i jego braku nie zauważamy w ogóle.

    OdpowiedzUsuń
  3. Moje chłopaki krótko używali smoczka, na początku byłam temu przeciwna ale jednak trochę się dzięki niemu uspakajali, wolałam to niż np ciągłe noszenie na rękach...

    OdpowiedzUsuń