16 lipca 2013

Rytuały i stałe punkty dnia

Już na studiach uczono nas, że stały plan dnia jest dla dziecka czymś niezwykle ważnym i  dającym poczucie bezpieczeństwa. Zgadzam się z tym stwierdzeniem, ale tylko w pewnej części.

Kiedy Kruszyna się urodziła rytuały nie wchodziły w grę. Noworodek je i śpi, kiedy mu się podoba, a nie kiedy podoba się to mamie czy tacie.
W szpitalu wpajano mi, jaki czas i jak często powinnam karmić, że powinnam przekładać dziecko z jednej piersi na drugą i powinnam budzić dziecko w nocy do karmienia. Ale czy to na pewno jest dla dziecka dobre?
Moja Mała od początku spała po 6,7, a nawet 8 godzin w nocy. Inne mamy w szpitalu mi zazdrościły, a położne kręciły nosem. Ja z kolei nie wyobrażałam sobie budzić dziecka, by zjadło i bym mogła zmienić mu pieluchę. Uważam, że takie wybudzanie nie jest dla dziecka czymś dobrym. Naturalną rzeczą jest sen i taka jego ilość w pierwszych dniach i miesiącach po urodzeniu.
To my dopasowujemy się do dziecka, a nie ono do nas. Później jest w większości tak samo.
Aktualnie Kruszyna różnie wstaje w nocy. Czasem raz, czasem kilka razy, a czasem musi spać ze mną w łóżku, bo tak jest nam dobrze.
Nie uważam, by było w tym coś złego.

Na początku o mało nie dałam się zwariować tej nagonce na regularny plan dnia, o jaki krzyczą wszystkie czasopisma dla mam. Wszystko chciałam zaplanować co do godziny, ale tak się po prostu nie da. Przynajmniej w naszym przypadku, bo pewnie teraz niektóre mamy powiedzą "jak się nie da? Da się!"

Owszem, mamy stałe punkty dnia, które pojawiają się codziennie: pobudka, wspólne śniadanie, II śniadanie, obiadek, spacer, w międzyczasie zabawa, kolacja, kąpanie i spanie. Jednak nic z tych rzeczy nie robimy co do konkretnej godziny. Chyba bym się wykończyła, i ja i Kruszyna. Wiele zależy od dziecka, od dnia, od pogody, od miejsca, w którym aktualnie jesteśmy. Mała śpi w ciągu dnia wtedy, kiedy jest zmęczona, a nie kiedy na zegarze wybija 12 czy 17.
Rankiem też nie budzę jej codziennie o tej samej porze. Jeśli śpi, to niech śpi. Zostawiam to naturze. My też sami śpimy tyle, ile chcemy i możemy, a jeśli nie ma nic pilnego (np. wizyta u lekarza), to po cóż to dziecko stresować i wybudzać, kiedy jej dobrze?


Zapewne wiele ulegnie zmianie, kiedy Mała będzie musiała iść do żłobka czy do przedszkola, ale taka jest kolej rzeczy. Wtedy siłą rzeczy plan dnia będzie bardziej "godzinowy" niż teraz.

A jak u Was sprawdzają się rytuały? Macie konkretny plan dnia?

2 komentarze:

  1. U nas jest bardzo podobnie.
    Nasz synek ma już 2 tyg i nie da się wypracować co do godziny precyzyjnego planu dnia. No nie da się.
    I też jestem przeciwna wybudzaniu. Kiedy sam w nocy wstaje wtedy przewijam go i karmię.
    Sama położna mówiła,że nie ma potrzeby wybudzać małego w nocy co 3 godziny na karmienie. Niech śpi dłużej jeśli ma ochotę. :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Popieram , miałam podobnie z Brunem , gdy się urodził spał po 6-7 godzin a ja słuchałam od wszystkich że jak go nie zacznę budzić to mu się żołądek skurczy i będzie niedożywiony:) o paranojo:) paradoksalnie do rad innych nie wybudzałam syna a na dzień dzisiejszy jest większy i silniejszy niż większość dzieci z tego przedziału :) jakoś mu to zatem nie zaszkodziło :) Bruno do tej pory dużo śpi - jak na niedźwiadka przystało. (Właśnie śpi ponad 3 godziny)pomimo że noc też przespał ładnie :) ale kiedy nie śpi je baaaardzo dużo i jest strasznie aktywnym dzieckiem , wiecznie się gdzieś "spieszy" :P nie miał jeszcze skończonych 6 mieś jak zaczął wstawać więc chyba ma na to siłe ?! to po jaką cholerę miałam ingerować w jego sen?

    OdpowiedzUsuń